close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej

     

  • AKTUALNOŚCI

  • 28 kwietnia 2017

    Aby zrozumieć, jakie znaczenie ma epopeja Armii Krajowej dla współczesnej świadomości historycznej Polaków, trzeba pokrótce scharakteryzować tą wielką strukturę wojskową, działającą i walczącą w latach II wojny światowej – pisze dr Kazimierz Krajewski*.

    „Chcieliśmy być wolni i wolność sobie zawdzięczać …”

    (Jan S. Jankowski „Soból”, w sierpniu 1944 r.

    podczas powstania w Warszawie)

     

    Po klęsce poniesionej przez Polskę w wyniku agresji dokonanej 1 września 1939 r. przez wojska III Rzeszy Niemieckiej Adolfa Hitlera i 17 września 1939 r. przez siły zbrojne Związku Sowieckiego Józefa Stalina, Wojsko Polskie zostało odbudowane u boku naszych ówczesnych sojuszników, wpierw we Francji, potem w Wielkiej Brytanii. Jednostki te, określane jako Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie, liczyły pod koniec wojny blisko 200 tys. żołnierzy. Jednocześnie na terenie całych ziem polskich, zarówno znajdujących się pod okupacją niemiecką jak i sowiecką, sformowana została konspiracja wojskowa – Polskie Siły Zbrojne w Kraju, występująca wpierw pod nazwą Związku Walki Zbrojnej (ZWZ), po dwóch latach działalności przekształcona w Armię Krajową (AK). W czerwcu 1941 r., po ataku Niemiec hitlerowskich na dotychczasowego sojusznika – Związek Sowiecki, całość ziem polskich znalazła się pod okupacją niemiecką i to właśnie niemieckie siły okupacyjne były przeciwnikiem zwalczanym przez Armię Krajową.

     

    Mówiąc o polskim podziemiu niepodległościowym, trzeba pamiętać że Armia Krajowa stanowiła tylko jeden z jego elementów. W okupowanej Polsce mamy bowiem do czynienia z doprawdy niezwykłym zjawiskiem, mianowicie ze zbudowaniem Polskiego Państwa Podziemnego. Dodajmy, że zjawisko „państwa podziemnego” pojawiło się już wcześniej w dziejach narodu polskiego. Mianowicie w latach 1863-1864, podczas polskiego powstania przeciwko imperium carów rosyjskich. Ze stworzonych wówczas wzorów korzystali Polacy budując swe podziemne państwo w latach II wojny światowej – tym w walce z totalitarną III Rzeszą Niemiecką.

     

    Obok Armii Krajowej, stanowiącej konspiracyjne siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego, istniały także konspiracyjne struktury cywilne. W okupowanym kraju działał przedstawiciel legalnego rządu polskiego znajdującego się na uchodźstwie – w Londynie, Delegat Rządu na Kraj (pełniący funkcję wicepremiera), dysponujący własnym podziemnym aparatem administracyjnym określanym jako Delegatura Rządu (DR). Działały także ugrupowania polityczne, zorganizowane w Radę Jedności Narodowej (RJN), spełniającą rolę podziemnego parlamentu. Struktury Polskiego Państwa Podziemnego organizowały konspiracyjną oświatę, wydawały prasę, organizowały opiekę na skazanymi przez Niemców na zagładę Żydami (Rada Pomocy Żydom – kryptonim „Żegota”). Funkcjonowały podziemne sądy, których, wyroki wykonywały oddziały AK (ponad 2 tys. zabitych agentów gestapo i blisko tysiąc przestępców pospolitych).

     

    Armia Krajowa w marcu 1944 r., ponad rok przed zakończeniem II wojny światowej, liczyła blisko 400 tys. zaprzysiężonych żołnierzy. Znaczna część tych sił trwała w konspiracji przygotowując się do wystąpienia powstańczego przeciwko Niemcom. Bardzo sprawnie działał wywiad AK, dostarczając cennych informacji Wielkiej Brytanii i Związkowi Sowieckiemu. Przez pewien czas pod Moskwą pracowała polska stacja nadawczo-odbiorcza (krypt. „Wisła”), odbierająca meldunki wywiadowcze z ziem okupowanych, przekazywane wywiadowi sowieckiemu. Potem Stalin nakazał jej likwidację – nie była już potrzebna, bowiem materiały uzyskiwane przez wywiad AK przekazywali mu bezpośrednio Anglicy.

     

    Bieżącą walkę prowadziły oddziały partyzanckie i jednostki dywersyjne AK sformowane w ramach wyodrębnionego pionu organizacyjnego – Kierownictwa Dywersji (Kedywu). Warto wspomnieć o specjalnej jednostce dywersyjnej o kryptonimie „Wachlarz”, która w 1942 r., gdy ważyły się losy wojny, działając na zapleczu frontu wschodniego, wysadziła blisko 100 niemieckich pociągów z zaopatrzeniem wojskowym! Wbrew twierdzeniom propagandy komunistycznej, oddziały AK nie stały „z bronią u nogi”. Dorobek bojowy partyzantki i dywersji AK w walce z Niemcami do czasu operacji „Burza”, o której będzie jeszcze mowa, to 732 wysadzonych i 443 podpalonych transportów wojskowych (szczególnie dotkliwe były ataki na pociągi urlopowe jadące z frontu wschodniego lub na front – ginęły w nich setki żołnierzy Wehrmachtu), 38 wysadzonych mostów kolejowych, 130 spalonych magazynów wojskowych, 5733 zamachów na Niemców i 25145 różnego rodzaju aktów sabotażu. A także setki bitew i potyczek stoczonych przez oddziały partyzanckie (np. w lecie 1943 r. w Puszczy Nalibockiej w walkach z siłami niemieckimi podczas operacji przeciwpartyzanckiej „Hermna”). Oddziały AK rozbiły kilkadziesiąt więzień w większych miastach, uwalniając kilka tysięcy więźniów hitlerowskich (m.in. w Lidzie, Pińsku, Białymstoku, Jaśle, Biłgoraju, Jędrzejowie, Krasnymstawie, Końskich, Skarżysku - itd). Specjalne oddziały AK wykonywały akcje dywersyjne nawet w III Rzeszy (np. zamachy bombowe w Berlinie i Breslau). Od kul bojowców AK ginęli szczególnie szkodliwi funkcjonariusze aparatu okupacyjnego, a nawet dygnitarze niemieccy (np. „kat Warszawy”, gen. SS i policji Franz Kutschera, czy gen. Wehrmachtu Kurt Renner).

     

    Głównym zadaniem walczącej z Niemcami Armii Krajowej było jednak przygotowanie się do powstania powszechnego. Ponieważ nie doszło do powtórzenia się scenariusza z I wojny światowej, tj, jednorazowego, jednoczesnego załamania się potęgi niemieckiej, plan powstania został zmodyfikowany jako akcja o kryptonimie „Burza”. Zmobilizowane oddziały AK miały uderzać na Niemców w miarę ich odwrotu ze wschodu. W akcji „Burza” wzięło udział blisko 90 tysięcy partyzantów AK, w znaczący sposób ułatwiając Armii Sowieckiej wyzwolenie spod okupacji niemieckiej wielu terenów (m.in. Wilna i Lwowa). Obecnie coraz więcej historyków określa akcję „Burza” jako „polskie powstanie strefowe”. Po zakończeniu walk z Niemcami dowódcy oddziałów AK wraz z przedstawicielami cywilnych władz Polskiego Państwa Podziemnego ujawniali się wobec nadciągającej Armii Sowieckiej. Podziękowania dowódców frontowych jednostek Armii Sowieckiej nie miały jednak znaczenia, oddziały AK były rozbrajane, ich żołnierze wysyłani do łagrów, a dowódcy stawiani przed sowieckimi trybunałami wojennymi. Losy Polski rozstrzygały się bowiem nie podczas bojowego współdziałania akowskich partyzantów z Armią Sowiecką, ale na konferencjach w Teheranie, a potem w Jałcie. Zachodnich sojuszników Polski interesował wyłącznie udział Rosji Sowieckiej w zmaganiach z Hitlerem i przystawali na każde żądanie stawiane przez radzieckiego przywódcę Józefa Stalina. Zgodzili się na oderwanie połowy terytorium Polski i włączenie jej do ZSRS, oraz oddanie resztek okrojonej kraju do sowieckiej strefy wpływów. Cóż, prezydent Roosvelt uważał, że w lepiej będzie, aby w zmaganiach z nazistowskim potworem w Europie ginął „Iwan”, a nie „amerykańscy chłopcy”. Na życzenie prezydenta USA ustalenia z Teheranu nie zostały ujawnione nie tylko przed opinią publiczną, ale także przed rządem polskim na emigracji. Za tę krótkowzroczność przyszło wkrótce USA zapłacić, gdyż konfrontacji z systemem komunistycznym nie udało się uniknąć. Amerykańscy chłopcy masowo ginęli w Korei i Wietnamie, skąd ich państwo haniebnie wycofało się, znów pozostawiając swych sojuszników, tym razem azjatyckich, na łasce, a raczej niełasce komunistów.

     

    Powstanie Warszawskie w sierpniu i wrześniu 1944 r. było dramatyczną próbą stworzenia faktów, mających zmusić naszych sojuszników do reakcji politycznej na sowieckie bezprawie dokonywane wobec Polski. Miało ono, jak powiedział ostatni dowódca AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” – „poruszyć sumienie świata”. W trwających dwa miesiące walkach przez szeregi powstańcze przewinęło się około 50 tysięcy akowców, z których tylko kilka tysięcy poszło do boju z bronią w ręku (większość miała co najwyżej butelkę zapalającą lub granat). Miasto legło w gruzach, poległo ponad 18 tysięcy żołnierzy AK, a kilkanaście tysięcy odniosło rany. Mieszkańcy polskiej stolicy zostali wymordowani (blisko 200 tys. !) lub wygnani przez Niemców. Powstanie nie poruszyło sumienia świata, tj przywódców obozu alianckiego, a Polska pomimo całopalnej ofiary Warszawy miała pozostać w strefie sowieckiej okupacji i dominacji.

     

    Białoruskiego czytelnika najbardziej zainteresuje zapewne działalność AK na tych terenach przedwojennego państw polskiego, które w 1939 - a potem w 1944 r., zostały anektowane przez ZSRS, a dziś wchodzą w skład niepodległej Białorusi, Litwy i Ukrainy. Cóż, zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego, które zostały zakwestionowane dopiero w Teheranie i Jałcie, Polska miała pełne prawo budować tam swe podziemne siły zbrojne. Można oceniać, iż łącznie na tych terenach do AK należało ponad 90 000 ludzi, z czego blisko 33 000 zostały zmobilizowane do oddziałów walczących z bronią w ręku przeciw Niemcom w ręku w akcji „Burza”. Tylko na terenie dzisiejszej Białorusi, tj. na Nowogródczyźnie, Grodzieńszczyźnie, Polesiu i w białoruskiej części Ziemi Wileńskiej do AK należało grubo ponad 40 tys. żołnierzy AK.

     

    Na przykładzie funkcjonujących tam struktur AK dobrze widać pewne cechy, charakterystyczne dla całej Armii Krajowej. Przede wszystkim ponadpartyjny, apolityczny charakter. Ludziom z kręgu cywilizacji sowieckiej trudno to zrozumieć, gdyż w ZSRS siły zbrojne służyły jednej partii - bolszewickiej. Armia Krajowa nie miała charakteru politycznego, podlegała legalnemu rządowi polskiemu, w skład którego wchodziły różne ugrupowania polityczne. Miała też charakter w pełni ochotniczy, obywatelski. Obowiązywał w niej obywatelski stosunek do żołnierzy, tj. mógł w jej szeregach służyć każdy obywatel – ochotnik, bez względu na poglądy polityczne, czy pochodzenie społeczne, narodowe i wyznawaną religię. W szeregach AK na Ziemi Nowogródzkiej i Wileńskiej znajdziemy oprócz Polaków także i Białorusinów, znajdziemy katolików, prawosławnych i ewangelików. Np. w takich słynnych partyzanckich zgrupowaniach AK operujących na terenie dzisiejszej Białorusi jak np. dowodzonych przez Czesława Zajączkowskiego „Ragnera” czy Adolfa Pilcha „Góry” służyło do 40% prawosławnych. W oddziałach AK obowiązywała ścisła dyscyplina wojskowa – wedle regulaminów Wojska Polskiego sprzed 1939 r. Jeśli zdarzały się odstępstwa od tych zasad, były one niezgodne z rozkazodawstwem Komendy Głównej AK i podlegały surowym karom.

     

    Po zakończeniu okupacji niemieckiej na akowców zamieszkałych na dzisiejszej Białorusi spadły straszliwe sowieckie represje. Nie było ważne, czy z partyzantką sowiecką współpracowali, czy też byli z nią w konflikcie. Wszyscy byli jednakowo traktowani jak przestępcy, oskarżeni o działalność antysowiecką i o zdradę „radzieckiej ojczyzny” – co jest absurdem, bo byli przecież obywatelami przedwojennego państwa polskiego. Nikt z amerykańskich, brytyjskich czy rosyjskich polityków nie pytał ich o zdanie, czy chcą być obywatelami sowieckiego „imperium zła”. Ludzie ci nie występowali przeciwko narodowi białoruskiemu, litewskiemu czy rosyjskiemu. To byli miejscowi mieszkańcy, opowiadali się za Polską i bronili swej ojcowizny. Chcieli gospodarować na własnym zagonie, a nie być niewolnikami w kołchozie, chcieli polskiej mowy i wolności religijnej. A to wszystko odbierała im władza sowiecka. Dlatego tacy miejscowi akowcy jak Anatol Radziwonik „Olech” (z Wołkowyska), Jan Borysewicz „Krysia” (spod Wasiliszek), Czesław Zajączkowski „Ragner” (lidzianin) czy Mieczysław Niedziński „Men” (z Druskiennik) przystąpili do organizowania oporu przeciwko narzuconej siłą, nieludzkiej władzy.

     

    Dla współczesnych Polaków Armia Krajowa jest rzadkim w naszych dziejach przykładem zgodnego współdziałania całego polskiego społeczeństwa, bez względu na poglądy polityczne, wyznawaną wiarę lub przynależność do grup narodowych i etnicznych. Jest wzorem poświęcenia i patriotyzmu. A także postaw obywatelskich. Choć nie wygrali toczonej przez siebie walki, zostawili po sobie dobrą pamięć, stając się wzorem dla następnych pokoleń młodych Polaków.

     

    Kazimierz Krajewski jest historykiem warszawskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, autorem książki „Na straconych posterunkach”

    Ćwiczenia w VIII batalonie 77 pp AK Bohdanka
    Dowódca III batalionu 77 pp AK ppor
    Komendant Nowogródzkiego Okręgu AK ppłk Prawdzic
    Mjr Maciej Kalenkiewicz Kotwicz ze swym pocztem p
    Mjr Zygmunt Szendzielarz Łupaszka, dowódca 5 Bryg
    Najmłodsi żołnierze OP Watra IV na Polesiu
    Partyzanci AK z Nowogródczyzny w zimowych strojac
    Patrol Bolesława Lisowskiego Sławka (pierwszy z l
    Patrol Kedywu Obwodu AK Szczuczyn przed wyruszeni
    Patrol narciarski 13 Brygady AK (Obwód Mołodeczno)

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: