close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej

     

  • AKTUALNOŚCI

  • 28 listopada 2016

    W 1938 r. w znanym magazynie za oceanem ukazał się obszerny artykuł o Polsce międzywojennej. Niektóre fotografie do tekstu zrobiono w obecnej zachodniej Białorusi – pisze Ihar Mielnikau

    W latach 1920-1930. periodyki wydawane w Stanach Zjednoczonych zwracały mało uwagi na wydarzenia z życia społeczno-politycznego w Europie. Wielka Depresja zmuszała wydawców amerykańskich gazet i magazynów do pisania o problemach wewnętrznych Stanów Zjednoczonych. Wątki europejskie oczywiście pojawiały się, ale nosiły przypadkowy charakter. Sytuacja zmieniła się w końcu lat 30., gdy w świecie pojawiło się przeczucie o nieuchronności wielkiej wojny. Wówczas amerykańscy dziennikarze i fotografowie jeden po drugim zaczęli przyjeżdżać do państw europejskich i opisywać sytuację w nich. Szczególną uwagę nadawano państwom Europy Wschodniej, które na mapie świata pojawiły się kilkadziesiąt lat temu i w „nowym świecie” mało o nich wiedziano.

     

    W sierpniu 1938 r. dziennikarz amerykańskiego magazynu LIFE John Phillips odwiedził Polskę, w tym jej województwa wschodnie, a później podzielił się z czytelnikami swoimi wrażeniami. Warto dodać, że magazyn ten zaczął się ukazywać w 1883 r. Wówczas miał on charakter rozrywkowy. Przy tym w publikacjach ważniejsze były ilustracje, kawały i komentarz społeczny. Po I wojnie światowej charakter magazynu się zmienił. Zaczął się specjalizować w krótkich recenzjach nowych filmów. W 1936 r. nowym właścicielem LIFE został Henry Luce, który chciał, by bogato ilustrowany magazyn miał charakter informacyjny. W tym okresie zatrudniono wspomnianego wyżej młodego fotografa Johna Phillipsa, który później stał się legendą magazynu i dziennikarstwa amerykańskiego. Człowiek ten urodził się we francuskiej Algierii w 1914 r. Jego ojciec był Walijczykiem, a matka – Amerykanką.

     

    Kołosowo jako „granica cywilizacji”

    Swój esej fotograficzny dziennikarz zatytułował „Polska. Bogaci ludzie, biedni ludzie i kraina pól”. Autor pisał bardzo prostym i zrozumiałym dla przeciętnych Amerykanów językiem. „Państwo to pod względem rozmiaru jest wielkie, jak Hiszpania. Kobiety, które tu mieszkają, są najbardziej płodne w Europie. Ludność Polski zwiększyła się od momentu odzyskania niepodległości z 27 do 35 milionów. [...] Polacy mają starszą i ciekawszą historię niż Niemcy i Rosjanie. Jest tu jednak jeden z najniższych poziomów życia wśród państw europejskich. [...] Dziś Polacy nienawidzą Rosjan, ponieważ są dobrymi katolikami, a bolszewicy to bezbożnicy. Poza tym Rosja przez 200 lat panowała na polskich ziemiach. W chwili obecnej Polskę bronią przed Rosją wielkie bagna prypeckie na wschodniej granicy. [...] Bagna takie jednak nie oddzielają Polski od Hitlera” – napisano w artykule opublikowanym w magazynie LIFE.

     

    W ogóle tematyka graniczna była jedną z przewodnich w artykule Johna Phillipsa. Publikacja zaczynała się od fotografii z… Białorusi. Na fotografii było przejście graniczne pomiędzy II Rzecząpospolitą i sowiecką Białorusią w Kołosowie (stacja pomiędzy Niegorełoje i Stołpcami – przyp. I.M.). W chwili wydania artykułu była to najbardziej znana brama z Europy do Związku Sowieckiego, przez którą przechodziła kolej transsyberyjska z Paryża do Władywostoku.

     

    Funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP) pozwolili Amerykanowi wejść na wieżę obserwacyjną i stamtąd zrobić kilka fotografii. Najbardziej znana jest ta, na której widać sowiecką bramę graniczną z napisem: „Witamy robotników Zachodu”. Poza tym John Phillips sfotografował sowieckie budynki graniczne i siedzibę polskiej straży granicznej. Dziś po tych budynkach pozostały jedynie fragmenty fundamentu. Obok fotografa na wieży obserwacyjnej stał polski żołnierz. Fotografia tego człowieka jest również w archiwum magazynu LIFE. W strażnicy Kołosowo Phillips sfotografował polskich kopowców, którzy pisali listy do domu i czyścili broń. Amerykanowi nawet pozwolono podejść bliżej granicy, gdzie sfotografował polski patrol graniczny. „Rosyjski słup graniczny jest koloru czerwono-zielonego, a polski jest biało-czerwony” – napisał Phillips w swoim artykule. Dzięki tym fotografiom wielu Amerykanów i Europejczyków po raz pierwszy zobaczyło „granicę cywilizacji” w Kołosowie.

     

    Ciekawy szczegół, na który warto zwrócić uwagę. Na fotografiach Johna Phillipsa po lewej stronie od bramy nie ma sowieckiej wieży obserwacyjnej. Natomiast na licznych fotografiach, zrobionych przez żołnierzy Wehrmachtu podczas natarcia na Mińsk w czerwcu 1941 r., jest taka wieża. Prawdopodobnie pojawiła się w końcu 1939 r., gdy dawna granica sowiecko-polska została „strefą zaporową”, która podzieliła BSRS i „burżuazyjną” zachodnią Białoruś.

     

    Wojna puka do drzwi?

    Amerykanin poświęcił sporo uwagi problematyce wojskowej. „Polska pokłada wielkie nadzieje w swoim wojsku. W okresie pokoju liczy ono 350 tys. osób, a w przypadku wojny może się zwiększyć do 4 milionów. Znacznie jednak ustępuje potędze sąsiadów. Polacy mają mało ciężarówek, czołgów, samolotów i armat wielkiego kalibru. Mają natomiast wiele koni. [...] Każdy pułk kawalerii ma cztery lekkie i cztery ciężkie karabiny maszynowe. Gdy w 1937 r. wojsko to zobaczył francuski generał Gamelin, zaprosił polskich generałów do Francji, by tamci zobaczyli, jakie powinno być współczesne wojsko” – podkreślono w artykule. W rzeczywistości kawaleria Wojska Polskiego w końcu lat 30. dysponowała artylerią i była dobrze przeszkolona i mobilna. Jak wiadomo do końca lat 1930. stosunki pomiędzy Warszawą i Moskwą były bardzo  napięte. Dlatego w przypadku wojny z ZSRS Wojsko Polskie musiałoby walczyć na „rosyjskim bezdrożu”, gdzie konie były lepszym środkiem lokomocji niż ciężarówki.

     

    Rolnicy i magnaci

    Podczas swojej podróży po Rzeczypospolitej John Phillips odwiedził również kilka wsi. W artykule były między innymi fotografie rolników Józefa Tumiłowicza i Adama Kliszewskiego ze wsi Swierynowo w powiecie stołpeckim. Dziennikarz LIFE zaznaczył, że większość gruntów należy do bogatych magnatów. „Gospodarstwo rolne to najczęściej kawałek ziemi liczący 20 ha. Większość rolników przyzwyczajona jest do spożywania ziemniaków. [...] Znaczną część ludności miejskiej stanowią Żydzi. W Polsce mieszka prawie 6 milionów Ukraińców i Białorusinów, którzy zamieszkują jedną piątą terytorium kraju. Próbują walczyć o interesy narodowe, ale bez większego skutku” – napisał Amerykanin.

     

    Wielkie znaczenie Phillips nadał opisowi życia reprezentantów słynnych rodów szlacheckich. „Potoccy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, Poniatowscy, Czartoryscy, Krasińscy, Sanguszkowie, Chodkiewiczowie to najsłynniejsi reprezentanci wielkich polskich rodzin. [...] Arystokrata numer 1 to hrabia Alfred Potocki, który jest właścicielem zamku w Łańcucie. Należy do niego również 30 000 akrów ziemi. Arystokrata numer 2 to książę Dominik Radziwiłł, który ożenił się z grecką księżniczką. Ma trochę mniej pieniędzy i majątków niż Potocki. Ci magnaci płacą rolnikom, którzy u nich pracują, po 20 centów dziennie” – poinformował amerykański dziennikarz.

     

    Dziś artykuł w przedwojennym amerykańskim magazynie ilustrowanym i fotografie wybitnego Johna Phillipsa są ciekawym dokumentem z historii Polski lat międzywojennych.

     

    Ihar Mielnikau,

    doktor historii

    kolosowo
    LIFE
    patrol2
    patrolKOP
    straznica

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: